wtorek, 17 października 2017

Miruna w warzywach, podana z czerwonym ryżem pełnoziarnistym

Ryba po grecku jest na blogu w dwóch wersjach – klasycznej i fit. A dzisiaj trochę inna odsłona – wersja obiadowa z dużą ilością warzyw. W towarzystwie ryżu smakuje doskonale i stanowi doskonały obiad dla osób liczących kalorie, choć i te, które ich nie liczą z całą pewnością nie pogardzą tak przygotowaną rybą.
Ja taką rybę przygotowuję dosyć często, bo robi się ją dosyć szybko, a gdy część zostanie spokojnie można ją jeść na zimno.
Lubię tę rybę z dodatkiem czerwonego ryżu pełnoziarnistego. Odkąd go odkryłam, to często pojawia się na moim talerzu, bo jest nie tylko bardzo smaczny, ale również zdrowy. Oprócz tego, że jest doskonałym źródłem węglowodanów złożonych, to zawiera również witaminy z grupy B, witaminę K i E i wapń, żelazo oraz cynk, potas, fosfor, mangan, magnez. Ma doskonały wpływ na nasze serce, układ krążenia, działa przeciwmiażdżycowo, ma dobry wpływ na wzrok, reguluje pracę układu pokarmowego, a jedna porcja (50 g suchego ryżu) zawiera 4 g błonnika pokarmowego. Czerwony ryż jest świetnym antyoksydantem, zwalcza wolne rodniki i działa przeciwnowotworowo.
I choć nie należy do najtańszych (kilogram kosztuje około 20 zł), to warto wprowadzić go do swojego menu. Gotuje się dłużej niż zwykły ryż (około 35 minut), a po ugotowaniu jest dużo bardziej wyrazisty w smaku, ma lekko orzechowy aromat i pozostaje sypki. 

 

Składniki na 4 porcje:

1 kg miruny (albo innej ryby – dorsz, mintaj, karmazyn)
800 g marchewki
1 duża pietruszka
½ dużego selera
1 duży por
2 duże cebule
500 ml tomatery
2 liście laurowe
2 ziarna ziela angielskiego
1 pełna łyżka klarowanego masła albo 2 -3 łyżki oleju
1 łyżeczka cukru (ja użyłam 1,5 łyżeczki erytrolu)
sól, pieprz cytrynowy, pieprz czarny, ostra papryka
natka pietruszki

200 g (1 szklanka) czerwonego ryżu
½ łyżeczki soli
500 ml (2 szklanki) wody

Miruna w warzywach, podana z czerwonym ryżem pełnoziarnistym - przygotowanie:
 
Ryż opłukać pod bieżącą wodą. Wstawić wodę na ryż, gdy zacznie wrzeć osolić i wsypać ryż. Gotować pod przykryciem na bardzo małym ogniu przez około 20 - 25 minut, następnie wyłączyć gaz (większość wody powinna zostać wchłonięta przez ryż), szczelnie przykryć i zostawić na 10 - 15 minut, aby ryż „doszedł” - ja zawijam w gruby ręcznik i wstawiam pod kołdrę w sypialni (może tam stać i godzinę, a pozostanie ciepły).
Miruna w warzywach, podana z czerwonym ryżem – przygotowanie:
Rybę pokroić na kawałki (jeśli była zamrożona, to rozmrozić i osuszyć), posolić i oprószyć pieprzem cytrynowym.
Marchew, pietruszkę, seler obrać i zetrzeć na tarce na dużych oczkach. Cebulę obrać i pokroić w kostkę. Por pokroić w ćwierć talarki.
W rondlu rozgrzać masło albo olej, na gorący wkładać kawałki ryb i na mocnym ogniu obsmażyć z obu stron. Przełożyć na talerz, a na pozostały w rondlu tłuszcz wrzucić cebulę, lekko ją zeszklić, dodać por i razem podsmażyć. Wrzucić tarte warzywa, dodać ziele angielskie, liście laurowe, wsypać ½ łyżeczki soli, ½ łyżeczki pieprzu, ¼ łyżeczki ostrej papryki i całość razem chwilę smażyć, podlać niewielką ilością wody, dusić 15 minut (cała woda powinna odparować), dodać tomaterę, włożyć kawałki ryby i dusić pod przykryciem kolejne 15 minut. Całość powinna zgęstnieć. Dodać cukier, delikatnie wymieszać, aby nie uszkodzić kawałków ryby, spróbować i doprawić do własnego smaku sola i ewentualnie pieprzem.
Podawać z ryżem – może być czerwony, a może być każdy inny. Kasza czy ziemniaki też mogą być dodatkiem, choć mnie najbardziej smakuje z ryżem. Całość posypać posiekaną natką pietruszki. 


 

niedziela, 15 października 2017

Pieczone placki z warzyw z dipem miętowym

Te placki robiłam już kilka razy. Są smaczne, lekkie i spokojnie można je jeść podczas redukcji wagi. Są pełne błonnika, złożonych węglowodanów i białka.
Za pierwszym razem chciałam je zrobić takie mega fit, ale coś poszło nie tak, więc dziś od razu mówię – mąka z cieciorki to nie jest dobry wybór. Kolejnym razem dodałam zmielone płatki orkiszowe i owsiane i to już był strzał w dziesiątkę. Odtąd robiłam je kilkukrotnie i zawsze wychodziły świetnie.
Dodatkiem u mnie była surówka i jogurt z posiekaną miętą. Dla mnie połączenie doskonałe. Zachęcam do spróbowania. Moje placki przyprawiam przeważnie kuminem, kardamonem i imbirem, ale jeśli ktoś nie lubi takich orientalnych smaków, to można wykorzystać tylko sól, pieprz i ostrą paprykę i też są doskonałe.
Placki smakuję doskonale na ciepło, ale równe dobre są na zimno, więc można je zabrać na piknik czy do pracy na przekąskę. 


Składniki na około 20 placków (3 – 4 porcje):

500 g ziemniaków
500 g dyni (u mnie piżmowa)
400 g cukinii (najlepiej małej)
400 g marchewki
2 łyżki posiekanego koperku
2 łyżki posiekanej natki pietruszki
2 łyżki posiekanego szczypiorku
sól, pieprz
ostra papryka (chili, pieprz cayenne)
¼ łyżeczki mielonego kuminu
¼ łyżeczki mielonego kardamonu
¼ łyżeczki mielonego imbiru
2 duże jajka
5 płaskich łyżek zmielonych płatków owsianych / orkiszowych (ja daję pół na pół) albo mąki pełnoziarnistej orkiszowej (z płatkami wychodzą bardziej chrupiące)
olej do posmarowania blaszki

Dodatkowo:
jogurt + świeża, drobno posiekana mięta, sól i pieprz
 


Pieczone placki z warzyw z dipem miętowym – przygotowanie:
Warzywa obrać, zetrzeć na tarce o grubych oczkach, wsypać do nich łyżeczkę soli, wymieszać i umieścić na sicie. Zostawić na godzinę, następnie dobrze odcisnąć z wody (jeśli warzywa nie zostaną odciśnięte, to placki będzie ciężko upiec).
Do dobrze odciśniętych warzyw dodać pokrojony szczypiorek, koperek i natkę pietruszki, wbić jajka, wsypać zmielone płatki albo mąkę, doprawić solą, pieprzem, ostrą papryką (mniej więcej po ½ łyżeczki) oraz kuminem, imbirem i kardamonem (przyprawy orientalne można pominąć, jeśli ich nie lubicie).
Wszystko dobrze wymieszać.
Piekarnik nagrzać do 200 - 220 stopni (góra – dół). Blachę do pieczenie wyłożyć papierem do pieczenia, następnie posmarować go niewielką ilością oleju (ceramiczną blachę wystarczy tylko posmarować olejem). Łyżką nakładać niewielkie porcje ciasta i formować placuszki.
Blachę wstawić do gorącego piekarnika i piec 30 minut, mniej więcej w połowie pieczenia obrócić na drugą stronę. Podawać z jogurtem i surówką – u mnie pekinka z kukurydzą.
Można też oczywiście zrobić do placków sos pieczarkowy albo kurkowy – będzie to wyśmienite połączenie. 
 


wtorek, 3 października 2017

Kasza jęczmienna z kurkami, fasolką szparagową i papryką

Czasem powstają w mojej kuchni dania „z resztek”, które zostają po „wczorajszym” obiedzie. Tak było i tym razem, choć z powodzeniem udało mi się to danie powtórzyć, co niestety nie zdarza się zbyt często w przypadku takich kombinowanych dań. Tym razem wyszło i podzielę się z Wami pomysłem, bo w istocie, to bardziej pomysł niż przepis.
Kasza z kurkami i warzywami świetnie się sprawdzi jako danie obiadowe, ale fantastycznie smakuje również na zimno, więc można zapakować w pojemnik i zabrać do pracy albo na wyjazd.
Ostatnio wiele takich dań powstaje w mojej kuchni, bo za jednym gotowaniem załatwiam obiad i przekąskę na kolejny dzień. Ekonomia w kuchni rządzi.
Bardzo polecam to danie, bo jest sycące, odżywcze i do tego jeszcze smaczne. 


Składniki na 4 porcje:

200 g kaszy jęczmiennej (waga surowej) ugotowanej na sypko
800 g kurek
2 duże cebule
500 g ugotowanej fasolki szparagowej (u mnie zielona, ale może być żółta)
1 czerwona papryka
1 żółta papryka
1 łyżka masła klarowanego albo 2 łyżki dobrego oleju
100 ml bulionu warzywnego albo wody
sól, pieprz, chili
ulubione zioła (u mnie włoskie z młynka)

Kasza jęczmienna z kurkami, fasolką szparagową i papryką - przygotowanie:

Kaszę ugotować na sypko z odrobiną masła i soli (kasza może być „wczorajsza”). Fasolę pokroić na kawałki. Paprykę i cebulę obrać i pokroić w kostkę.
W rondlu rozgrzać masło albo olej, wrzucić pokrojoną cebulę i delikatnie ją podsmażyć do lekkiego zrumienienia. Wrzucić kurki, wsypać szczyptę soli, pieprzu, chili i podsmażyć aż do odparowania całej wody z grzybów. Dodać paprykę i smażyć razem 2 – 3 minuty, często mieszając. Dodać pokrojoną fasolkę, ugotowaną kaszę, podlać bulionem, podgrzać, doprawić do smaku pieprzem i ziołami. Podawać na gorąco albo na zimno. Jeśli jest daniem obiadowym można ją podać np. z jajkiem sadzonym. 



niedziela, 3 września 2017

Placuszki z jajek (mini omlety) z musem z mango i owocami

Jajka, jajka, jajka – jem ich sporo i bardzo lubię, ale żeby nie było nudno, to kombinuję różnego rodzaju omlety, naleśniki, placuszki. Dodaję do nich zamiast mąki odżywkę białkową, bo ciągle mam niedobory białka. Dosłownie 10 minut roboty i można cieszyć się pysznym II śniadaniem, przekąską do pracy albo deserem, który jest bombą białkową i witaminową, a kalorii ma niewiele.
Wczoraj narwałam trochę owoców w ogrodzie i dzisiaj powstało cudowne II śniadanie. 
 


Składniki na 1 porcję:

1 duże jajko (ja używam jajek o wadze około 75 g) – przy mniejszych jajkach można użyć dwóch
1 miarka odżywki białkowej waniliowej (albo innej smakowej, aby dodać odrobinę słodyczy) – w przypadku braku odżywki można dodać płaska łyżkę dowolnej mąki i trochę cukru do smaku
odrobina masła klarowanego do posmarowania patelni

Do podania:
mus z mango (zmiksowałam świeże)
dowolne owoce (u mnie jeżyny, maliny, borówki i pół moreli)
jogurt naturalny

Placuszki z jajek (mini omlety) z musem z mango i owocami - przygotowanie:
Białko oddzielić od żółtka, białko ubić na sztywną pianę, dodać żółtko, odżywkę (albo mąkę i cukier), zmiksować – masa będzie dosyć gęsta. Patelnię posmarować klarowanym masłem (można użyć oleju) i dobrze ją rozgrzać. Łyżką nałożyć porcje masy i lekko spłaszczyć – ja robię zawsze trzy placuszki. Smażyć około minuty na niewielkim ogniu, obrócić na drugą stronę i dosmażyć.
Podawać z musem z mango, jogurtem i ulubionymi owocami. Można polać syropem klonowym albo miodem, zrobić mus truskawkowy czy malinowy – pełna dowolność. 





 

wtorek, 29 sierpnia 2017

Pasta z fasoli z olejem rydzowym

Lubię wszelkiego rodzaju smarowidła do pieczywa i pasty, które można zjeść ze świeżymi warzywami. Jakiś czas temu miałam okazję spróbować pasty z fasoli z dodatkiem suszonych śliwek. Smakowała tak dobrze, że poprosiłam koleżankę o przepis i zrobiłam w domu. Odrobinę inaczej doprawiłam, bardziej dopasowując do swojego smaku.
Próbowałam już różnych wersji fasolowych past, ale dopiero ta spełniła moje oczekiwania w 100% - doprawiona majerankiem smakuje wybornie.
Od ponad roku w mojej kuchni goszczą fantastyczne polskie oleje Green Spoon tłoczone na zimno. W rzepakowym zakochałam się podczas pobyty w Bieszczadach, a pozostałe, w tym rydzowy poznałam ciut później, ale polubiłam równie mocno. Już nie wyobrażam sobie mojej kuchni bez ich obecności. Używam ich tylko na zimno, a rzepakowy, cudownie pachnący orzechami, zdecydowanie jest moim faworytem.

 

Składniki: 
 
1 puszka białej fasoli
2 duże cebule
6 suszonych śliwek
1 łyżka oleju rydzowego albo rzepakowego tłoczonego na zimno
1 łyżeczka klarowanego masła
1 liść laurowy
2 ziarna ziela angielskiego
kawałek świeżego rozmarynu
2 – 3 goździki
½ łyżeczki soli
½ łyżeczki mielonego pieprzu
szczypta mielonego chili
szczypta mielonego imbiru
1 łyżka majeranku
około 70 - 100 ml ciepłej wody
czarny sezam do posypania



Pasta z fasoli z suszonymi śliwkami – przygotowanie:

Śliwki namoczyć w ciepłej wodzie. Fasolę odcedzić. Cebulę pokroić w pół talarki. Na patelni rozgrzać klarowane masło, wrzucić rozmaryn, liść laurowy, ziele, goździki i smażyć około pół minuty, dodać pokrojoną cebulę i podsmażyć do zrumienienia. Wyciągnąć rozmaryn, liść, ziarna ziela i goździki (wyrzucić). Śliwki odcedzić, pokroić w mniejsze kawałki.
Fasolę, podsmażoną cebulę, śliwki włożyć do malaksera, wsypać przyprawy, wlać łyżkę oleju i około 50 ml ciepłej wody. Zmiksować, a jeśli pasta jest zbyt gęsta dolać jeszcze wody i zmiksować (ja wolę, gdy jest bardziej zwarta, ale można zrobić luźniejszą). Wstawić do lodówki, aby pasta się schłodziła.
Świetna do pieczywa ale również jako dip do warzyw.
Ilość przypraw to rzecz bardzo indywidualna i warto po prostu dopasować do własnego smaku. Dla mnie w tych proporcjach, które podałam jest idealna.

Mam dla Was miłą niespodziankę. Do końca września możecie kupić w sklepie internetowym Green Spoon doskonałe oleje tłoczone na zimno z 15% rabatem przygotowanym specjalnie dla Was - moich Czytelników.
Zasady są proste: 15 % rabatu (przy zamówieniu za minimum 40 zł) na wszystkie produkty z wyłączeniem zestawów i produktów, które już są w cenach promocyjnych.

Kod promocyjny to: 15M ważny do końca września 2017r.
Kod należy wpisać przy zatwierdzaniu zamówienie. 



 

wtorek, 22 sierpnia 2017

Turbot smażony (na klarowanym maśle)

Ależ mam zaległości… gotuję, jemy, ale do pisania jakoś się zebrać nie mogę. A i zdjęcia ostatnio przeważnie na szybko, bo wpadam do domu, gotuję, zjadam i znowu gdzieś gnam.
No, ale zmobilizowałam się nieco, postanowiłam podzielić się sposobem na turbota. Sposobem, pomysłem, bo raczej trudno nazwać to przepisem. Proste jak budowa cepa, ale może kogoś zachęci do próbowania różnych ryb. Ja jestem fanką ryb, uwielbiam je pod wieloma postaciami, ale na obiad to najbardziej smakuje mi ryba z patelni – usmażona bez panierki na klarowanym maśle. Niebo w gębie. Do tego warzywa i w zasadzie nic mi więcej nie potrzeba.
Turbot to bardzo delikatna ryba, z gatunku flądrokształtnych, a jego mięso jest białe, zwarte i bardzo smaczne. Dodatkową zaletą jest to, że w zasadzie jedyne ości to kręgosłup. Nie ma problemu z drobnymi kawałkami ości, więc tę rybę można naprawdę bezpiecznie jeść.
Dosyć ciężko ją kupić, przynajmniej w moim mieście, ale nad morzem, w sklepikach przy portach można ja bez większego problemu kupić i nie jest bardzo droga (ostatnio płaciłam 26 zł za kilogram oczyszczonego turbota bez głowy).
Świetnie smakuje z delikatnym sosem koperkowym, choć ja najbardziej lubię zamarynowanego z cytryną, pieprzem cytrynowym i usmażonego na klarowanym maśle. I tym pomysłem chcę się dzisiaj z Wami podzielić. Powtarzam za moją babcią: chcesz zabić smak ryby albo mięsa, to zasyp je przyprawami. W tym przypadku ryba jest tak dobra, że warto tylko podkreślić jej smak cytryną i pieprzem.
Całkiem niedawno odkryłam, że ryba doskonale smakuje nie tylko z surówką z kapusty kiszonej czy młodej, ale również z duszoną słodką marchewką – dla mnie połączenie doskonałe. Polecam.


Składniki na 4 porcje:

4 tuszki turbota (oczyszczone, bez głowy)
sok i skórka otarta z 1 cytryny
sól
pieprz cytrynowy
masło klarowane do smażenia

Turbot z patelni (smażony na klarowanym maśle) - przygotowanie:
Rybę osuszyć (jeśli była zamrożona, to najpierw całkiem rozmrozić). Natrzeć sokiem z cytryny, posypać skórką, solą, pieprzem cytrynowym i wstawić na kilka godzin do lodówki (u mnie leżakowała całą noc i kawałek dnia).
Na patelni rozgrzać klarowane masło, rybę delikatnie osuszyć, jeszcze raz odrobinę popieprzyć, włożyć na patelnię i smażyć po kilka minut z każdej strony. Rybę na patelni odwrócić tylko raz. Usmażoną na złoto przełożyć na ręcznik papierowy, a następnie na talerz. Podawać z ulubionymi dodatkami. 

 

niedziela, 30 lipca 2017

Pudding z chia (szałwią hiszpańską) i owocami

Znowu przestój w postach, ale nic nie poradzę – tempo w jakim ostatnio żyję jakoś ogranicza mi czas na pisanie. Ale nie narzekam, bo to wszystko, co się dzieje ma jakiś sens.
Dzisiaj przychodzę do Was z prostym, ale jakże pysznym deserem, który można przygotować niewielkim nakładem czasu i pracy. Trzeba jednak pomyśleć o nim dzień wcześniej i przygotować nasiona chia, aby napęczniały.
Moja przygoda z chia zaczęła się już dawno, jakieś 3 – 4 lata temu. Używałam chia głównie jako dodatek do chleba, robiłam puddingi. A od jakiegoś czasu przygotowuję z nich pyszne desery, które zjadam w ramach drugiego śniadania, bowiem owoce jem tylko do godziny 15.00. 
Nasiona chia czyli nasiona szałwii hiszpańskiej pochodzącej z Meksyku mają cały ogrom dobrych składników. Są porównywane do dobrze nam znanego siemienia lnianego, ale w zasadzie nie mają żadnego smaku i doskonale sprawdzają się w kuchni. 
Właściwości zdrowotne nasion szałwii hiszpańskiej doceniły już plemiona Nahua (Azteków) w środkowym Meksyku. Nasiona chia były jedną z trzech najczęściej uprawianych przez nich roślin, ale w sumie nie ma w tym niczego dziwnego, bowiem zawierają one więcej kwasów omego -3 niż uchodzący za ich skarbnicę hodowlany łosoś atlantycki. Są także bogate wapń, fosfor, magnez, sód, cynk, potas i żelazo. Jednocześnie są doskonałym źródłem pełnowartościowego białka i antyoksydantów, a także regulującego trawienie błonnika. Są najbogatszym, roślinnym źródłem kwasu ALA, który pomaga kobietom w ochronie przed rakiem piersi i szyjki macicy.
Jednak z nasionami szałwii hiszpańskiej nie można przesadzać (podobnie jak z siemieniem lnianym czy otrębami), badania wskazują, że dzienna dawka nasion chia nie powinna przekraczać 3 łyżek stołowych. Jak zawsze umiar jest ze wszech miar wskazany. Ja chia jadam mniej więcej 3 razy w tygodniu i nie więcej niż 20 g (około 1,5 łyżki stołowej).
Dzisiaj chcę Wam zaproponować pyszny deser, zrobiony na „mleku” sojowym. Ja dodaję do niego jeszcze odżywkę białkową, ale można ją pominąć, bo nie jest ona koniecznym dodatkiem. Ja sobie po prostu uzupełniam niedobory.
 

Składniki na 4 porcje:

700 ml mleka roślinnego albo krowiego (ja użyłam tym razem „mleka” sojowego)
6 płaskich łyżek nasion szałwii hiszpańskiej (chia)
2 miarki odżywki białkowej waniliowej (można pominąć)
2 płaskie łyżeczki miodu/ cukru / erytrolu (ja nie dodaję , bo odżywka jest dla mnie wystarczająco słodka)
2 dojrzałe nektarynki
borówki i porzeczki – ilość wg uznania


Mleko wymieszać z odżywką białkową, miodem albo cukrem. Wsypać nasiona szałwii hiszpańskiej i zostawić na 10 minut. Następnie bardzo dokładnie wymieszać, żeby nie było klusek i wstawić do lodówki na kilka godzin (najlepiej przygotować sobie to wieczorem i wstawić do lodówki na całą noc).
Pudding przełożyć do 4 pucharków / szklanek takiej wielkości, aby zostało jeszcze miejsce na mus i owoce. Nektarynki obrać ze skóry, usunąć pestki i zmiksować na mus – można dosłodzić, ale dojrzałe nektarynki są wystarczająco słodkie i nie ma takiej potrzeby. Mus przełożyć na pudding, dołożyć owoce i podawać.
Nektarynki nie należy miksować dużo wcześniej, bo mus się utlenia i ciemnieje, więc należy to zrobić tuż przed podaniem deseru. Jeśli chcemy przygotować go wcześniej, to wtedy do musu trzeba dodać trochę soku z cytryny i miodu, aby zachować ładny kolor musu. 


 


poniedziałek, 3 lipca 2017

Kasza bulgur z ciecierzycą, dynią, marchewką i cukinią

Zmieniają się moje nawyki żywieniowe, więc zmienia się i to, co jemy. Coraz mniej mięsa, coraz więcej warzyw (choć tych zawsze było u nas dużo) i strączków. I przyznam szczerze, że bardzo mi to odpowiada. Oczywiście z mięsa i ryb nie rezygnuję, ale szukam innych, lepiej przyswajalnych źródeł białka, a takimi niewątpliwie są strączki. Na blogu specjalnie tego nie widać, bo i nie wstawiam tu wszystkiego, co ugotuję, bowiem czasu na pisanie ciągle za mało, a ja nie lubię robić niczego byle jak.  Ale postaram się, aby przepisów i pomysłów na fajne dania było więcej.
Kaszę bulgur uwielbiam już od kilku lat, gości w mojej kuchni często, chętnie mieszam ją z różnymi składnikami. Ma dużo wartości odżywczych, a przy tym jest bardzo smaczna. W połączeniu z warzywami stanowi świetny pełnowartościowy obiad albo odżywczą przekąskę (w mniejszej porcji). Nagotowałam cały gar, było na obiad i na przekąskę, a resztę zapakowałam w jednorazowe pojemniki i poczęstowałam znajomych – wszystkim danie bardzo smakowało, więc polecam z czystym sumieniem i zachęcam do wypróbowania przepisu. 
 

Składniki na 4 porcje obiadowe albo 8 przekąsek:

200 g (1 szklanka) kaszy bulgur (u mnie bulgur średniej grubości)
350 g dyni piżmowej (można użyć innej)
160 g marchewki
320 g cukinii
130 g cebuli
1 puszka cieciorki (ja użyłam gotowanej na parze)
400 ml bulionu warzywnego albo wody (użyłam domowego bulionu warzywnego)
10 g masła klarowanego
½ łyżeczki kminu rzymskiego
½ łyżeczki kurkumy
½ łyżeczki kolendry
½ łyżeczki kardamonu
1 płaska łyżeczka soli
½ łyżeczki pieprzu
duża szczypta chili (można pominąć jeśli lubicie łagodniejsze dania)


Kasza bulgur z ciecierzycą, dynią, marchewką i cukinią - przygotowanie:
 
Kaszę bulgur wsypać na sito i dobrze wypłukać pod bieżącą wodą. Warzywa obrać, cebulę pokroić w drobną kostkę, a dynię, cukinię, marchewkę zetrzeć na tarce o dużych oczkach (można się wspomóc malakserem czy innym elektrycznym ustrojstwem). Cieciorę odsączyć i ewentualnie przepłukać pod bieżącą wodą jeśli tego wymaga.
W dużym rondlu albo garnku rozgrzać klarowane masło, wrzucić pokrojoną cebulę i podsmażyć do lekkiego zrumienienia. Dodać starte warzywa i całość razem podsmażyć, aż warzywa lekko zmiękną. Wsypać wszystkie przyprawy i przesmażyć razem przez minutę. Wsypać kaszę, wlać bulion albo wodę, przykryć i na malutkim ogniu gotować przez około 15 minut, nie odkrywać garnka i nie mieszać. Kasza powinna wchłonąć cały płyn. Wrzucić cieciorkę i jeszcze chwilę razem podgrzewać.
Można dodać 2 – 3 łyżki posiekanej świeżej kolendry (ja nie miałam, a z pietruszką mi nie bardzo pasuje).
Kasza doskonale smakuje na gorąco i na zimno, można ją zabrać jako przekąskę do pracy czy na piknik. 





 

niedziela, 25 czerwca 2017

„Pizza” na kalafiorowym spodzie z ajvarem, szynką, papryką i rukolą

Kalafior, płatki owsiane i parmezan zamiast maki i drożdży? W sumie dlaczego nie? Zamiana nie tylko pyszna, ale i zdrowa. I mówię to ja – drożdżoholiczka.
Pierwowzorem mojej kalafiorowej „pizzy” jest przepis znaleziony u Pauliny. Pierwsze moje podejście do tego dania nie było niestety sukcesem, bowiem wyszedł mi mokry, niewypieczony, rozwalający się placek (smaczny, ale trudny do przełożenia na talerz). Jednak smak mi na tyle odpowiadał, że postanowiłam się nie poddawać i zrobić tak, żeby za każdym kolejnym razem już mi wyszło. Pozmieniałam nieco składniki i dopiero trzecia próba zakończyła się sukcesem. Od tego czasu wracam co jakiś czas do tego przepisu.
Moja wersja jest z surowym kalafiorem. Próbowałam też wersji z gotowanym (być może też się pojawi za jakiś czas na blogu), ale dla mnie osobiście lepsza jest ta pierwsza wersja – raz, że szybciej, a dwa, że pieczony kalafior (bez uprzedniego gotowania) ma bardziej wyrazisty i moim zdaniem lepszy smak.
Dodatki można sobie dowolnie komponować, moja wersja jest dosyć pikantna, z domowym ostrym ajwarem, mozzarellą, szynką, papryką, ogórkiem i rukolą. 
 


Składniki na jedną nieduża pizzę - dla jednej osoby na obiad albo dla dwóch na przekąskę:

300 g kalafiora (najlepiej same różyczki, są mniej wodniste)
1 jajko
30 g (3 łyżki) zmielonych płatków owsianych pełnoziarnistych
10 g (2 łyżki) tartego parmezanu
sól i pieprz
szczypta chili

50 g tartej mozzarelli
35 g dobrej szynki
30 g czerwonej papryki
kilka plasterków ogórka (u mnie ogórki z domowej sałatki szwedzkiej)
2 łyżki ajvaru (ja użyłam domowego ajwaru, ale można go kupić albo dać inny sos pomidorowy, a nawet dobrej jakości keczup)
osuszone oregano
kilka listków rukoli


Pizza” na kalafiorowym spodzie z ajvarem szynką, papryką i rukolą - przygotowanie:
 
Kalafior umyć, dobrze osuszyć i zetrzeć na tarce (malakser ułatwia i przyspiesza, ale zwykła tarka też wystarczy). Płatki owsiane zemleć (ja wykorzystuję do tego młynek), dodać razem z parmezanem i jajkiem do startego kalafiora. Doprawić solą, pieprzem i chili (ja daję około ¼ łyżeczki soli, szczyptę pieprzu i szczyptę chili). Wszystko razem wygnieść dłonią – masa powinna być w miarę jednolita, choć nie będzie zwarta jak ciasto.
Piekarnik nagrzać do 180 -190 stopni (u mnie 190 stopni). Blachę wyłożyć papierem do pieczenia i przełożyć na nią masę kalafiorową. Uklepać w okrąg – warstwa powinna być dosyć cienka. Wstawić do gorącego piekarnika na najniższy poziom, włączyć tylko dolną grzałkę. Masa kalafiorowa musi się wypiec i odparować, bo inaczej będzie ciężko ją zdjąć z blachy. Piec około 20 minut. Po tym czasie sprawdzić, czy środek już jest dosyć suchy i w miarę twardy, w razie potrzeby piec 5 minut dłużej.
Wyciągnąć z piekarnika, zostawić na 5 minut, posmarować ajvarem, posypać oregano i mozzarellą, ułożyć pozostałe składniki (oprócz rukoli) i wstawić do gorącego piekarnika na kolejne 10 – 15 minut (tu już można włączyć górną i dolną grzałkę albo termoobieg).
Po upieczeniu ozdobić rukolą i podawać.
Taka pizza ma około 500 kcal – oczywiście wszystko zależy od dodatków jakich użyjemy, więc spokojnie mogą ją jeść osoby na diecie redukcyjnej. Polecam. 





 

sobota, 24 czerwca 2017

Schab duszony z kurkami z dodatkiem jogurtu

Kolejny przepis z kurkami, ale cóż ja poradzę, że gdy jest sezon, to korzystam ile się da? Uwielbiam kurki, a to połączenie ze schabem bardzo mi odpowiada.
Pomysł zrodził się sam, a przepis jest prosty jak budowa cepa. Oczywiście można zamiast jogurtu użyć śmietanki kremowej, nieco zmieni to smak – ale wszystko wg własnych preferencji i gustu.
I schab i kurki nie potrzebują wielu przypraw. Moja babcia zwykła mawiać „chcesz zabić smak grzybów, to je obsyp ziołami”. Tak więc pamiętając słowa babci, ograniczyłam się do soli, pieprzu i odrobiny chili, bo lubię na ostro.
 

Składniki na 4 porcje:

4 grube plastry schabu (każdy po około 120 g)
600 g drobnych kurek
2 cebule
4 łyżki jogurtu naturalnego albo 150 ml śmietanki kremówki
1 pełna łyżka klarowanego masła
½ – ¾ szklanki bulionu (u mnie warzywny domowy)
sól, pieprz, chili
słodka czerwona papryka
posiekana natka pietruszki

Schab duszony z kurkami z dodatkiem jogurtu - przygotowanie:
 
Schab opłukać, osuszyć papierowym ręcznikiem. Lekko rozbić, ale nie tak jak kotlety schabowe – mięso powinno pozostać grubsze. Cebulę pokroić w drobną kostkę. Kurki oczyścić, większe przekroić na pół. Schab oprószyć solą, pieprzem, słodką czerwoną papryką i odrobiną chili.
Na głębokiej patelni albo w rondlu rozgrzać łyżkę masła klarowanego. Włożyć kawałki mięsa i na mocnym ogniu obsmażyć je z obu stron do zrumienienia. Przełożyć na bok patelni / rondla, wrzucić cebulę i delikatnie ją zeszklić (nie powinna się zrumienić). Dodać kurki, wsypać ½ płaskiej łyżeczki soli i smażyć aż woda z grzybów odparuje, a one same lekko się zrumienią. Na grzyby przełożyć przełożyć plastry schabu, wlać około ½ szklanki bulionu (w trakcie duszenia można jeszcze trochę dolać), przykryć i dusić razem na wolnym ogniu około 20 - 30 minut (przez ten czas schab powinien być miękki). Większość płynu powinno odparować. Do kurek wsypać pieprz i chili do smaku. Do jogurtu dodać łyżkę płynu z patelni, wymieszać i całość dodać do kurek. Podgrzewać cały czas mieszając, bo inaczej jogurt gotów się zwarzyć. Gdy całość będzie jednolita wyłączyć, dodać posiekaną natkę pietruszki, wymieszać i od razu podawać z ulubionymi dodatkami. U mnie fasolka szparagowa, surówka koperkowa z młodej kapusty i pomidorki koktajlowe.
Jogurt można zastąpić śmietanką kremówką, wtedy ryzyko zwarzenia spada niemalże do zera. 




środa, 21 czerwca 2017

Frittata z kurkami i papryką

Zmieniam nieco swoje nawyki żywieniowe i to sprawia, że chce mi się kombinować, wymyślać i tworzyć. A że jest gorąco, to szukam pomysłów na obiady w 15 – 20 minut. Zielonookiego w tygodniu nie ma, więc nie muszę się skupiać na daniach mięsnych czy rybnych. Te zostawiam sobie głównie na weekend, choć oczywiście bywa, że i dla siebie coś mięsnego przygotowuję.
Frittata to dla mnie zawsze dobry pomysł na obiad – pożywna, szybka i pyszna. No i daje zawsze wiele możliwości kombinowania, bo można ją zrobić ze wszystkim. Wspominałam ostatnio o kurkach, a jako, że miałam ich sporo, to powstało kilka dań z ich udziałem, między innymi ta właśnie frittata.
Frittata to kuzynka omletu – zapieka się ją w piekarniku i nie wymaga wielkich umiejętności. Świetnie sprawdzi się na obiad, ale równie dobrze może być śniadaniem czy przekąską do pracy, bo na zimno smakuje równie dobrze, jak na gorąco. 
 

Składniki na 1 sporą porcję:


2 duże jajka (ja używam takich o wadze około 75 g)
200 g świeżych kurek (poza sezonem można użyć mrożonych)
1 mała albo ½ dużej cebuli
¼ papryki żółtej
¼ papryki czerwonej
1 łyżeczka tartego sera pecorino albo parmezanu
1 łyżeczka masła klarowanego
szczypiorek (ilość wg uznania)
sól, pieprz czarny, pieprz cayenne 
 


Frittata z kurkami i papryką – przygotowanie:

Kurki oczyścić, cebulę obrać i pokroić w drobną kostkę. Paprykę pokroić na małe kawałki, a szczypiorek posiekać.
Piekarnik rozgrzać do 180 stopni (góra – dół).
Na patelni, którą można wstawić do piekarnika, rozgrzać masło i wrzucić cebulę, smażyć ją chwilę na małym ogniu, aż się ładnie zeszkli. Wrzucić kurki, wsypać odrobinę soli i smażyć około 5 minut, aż woda z grzybów całkowicie odparuje. Można kurki lekko zrumienić, ale nie jest to konieczne (ja lubię, więc rumienię mocniej). Do kurek dodać paprykę i smażyć razem około minuty.
Jajka roztrzepać, doprawić solą, pieprzem czarnym i pieprzem cayenne (ten ostatnio można pominąć albo dać tylko odrobinę, bo jest ostry). Do podsmażonych kurek wlać jajka, posypać szczypiorkiem, tartym serem pecorino albo parmezanem, wyłączyć ogień, a patelnię z frittatą wstawić do nagrzanego piekarnika. Piec około 10 minut, aż jajka się dobrze zetną. Przełożyć na deskę, pokroić w trójkąty i podawać. 
 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...